
| Polskie podłoże na placu jeździeckim |
|
|
|
|
Poniedziałek 6 lipca. Do prywatnego ośrodka jeździeckiego, znajdującego się w Rokocinie na obrzeżach Starogardu Gdańskiego, podjeżdża kilka samochodów. Z jednego wysiada ośmiokrotny mistrz Polski w skokach Grzegorz Kubiak, z innego przedstawiciel naszej redakcji. Na miejscu jest już ekipa telewizyjna i fotograf. Po jakimś czasie dojeżdża Jacek Goszczyński wraz z przedstawicielami władz Kwidzyna, którzy chcą obejrzeć podłoże oraz halę jeździecką, zanim podejmą decyzję co do technologii wykonania podłoża w Za jakiś czas to samo, ale na drugim koniu. O co w tym wszystkim chodzi? O podłoże. O przetestowanie pierwszego zbudowanego w Polsce przez firmy GILLMET i MARKPOL z Wąbrzeźna podłoża piaskowego w innowacyjnej technologii z zastosowaniem mat stabilizacyjnych. Profesjonalny plac treningowy to ostatni element, jakiego brakowało w ośrodku jeździeckim Błażeja Gilla. Najmłodszy przedstawiciel rodzinnej grupy firm GILLMET, 34-letni dynamiczny menedżer i biznesmen, sam jest zapalonym jeźdźcem, ba - zawodnikiem, startującym od niedawna na poziomie 130 cm. Jego firma to znany w Polsce producent stajni i hal jeździeckich, więc z postawieniem takowych na własne potrzeby nie było problemu. Jednak plac treningowy o właściwej nawierzchni to co innego. Stąd ten pomysł, aby połączyć siły dwóch firm i zaproponować nowość na polskim rynku - budowę placu z profesjonalnym podłożem. A pierwsze takie podłoże zainstalował Błażej Gilla u siebie. Po pierwsze, było mu potrzebne. A po drugie, jeśli Podłoże - to słowo robi w ostatnich latach wielką karierę. Odmieniają je przez wszystkie przypadki zawodnicy, użytkownicy koni i właściciele ośrodków jeździeckich. Oczywiście mowa o sztucznym podłożu, specjalnie spreparowanym i położonym, gdzie ostatnią, wierzchnią warstwą, po której galopują konie, jest najczęściej piasek kwarcowy. A kładziony jest on na uprzednio specjalnie przygotowane głębsze warstwy (tłuczeń, żwir). Do ośrodków dysponujących taką nawierzchnią zawodnicy chętnie przyjeżdżają na zawody (a coraz częściej omijają te, gdzie podłoże pozostawia wiele do życzenia; konie są drogie, a ryzyko kontuzji duże). Największe plusy takiego podłoża to: duże uniezależnienie od pogody (zarówno od suszy, jak i od deszczu) oraz większe bezpieczeństwo i komfort dla nóg koni. Ponadto treningi na takim podłożu charakteryzują się dużą powtarzalnością skoków; można się wówczas koncentrować wyłącznie na niuansach jeździeckich. Jednak profesjonalne utrzymanie nawierzchni zbudowanej w tej technologii wymaga zabiegów pielęgnacyjnych. Należy mieć system nawadniający i agregat uprawowy. W sumie - budowa takiego podłoża i jego pielęgnacja wymaga pewnych kosztów. Rodzi się więc pytanie - czy małe stajnie mogą sobie pozwolić na taki plac treningowy ze specjalnie Założony w 1990 r. MARKPOL zajmuje się recyklingiem tworzyw sztucznych, a od 2007 r. także produkcją mat stabilizacyjnych z tworzyw sztucznych na place jeździeckie. W 2008 r. MARKPOL wyprodukował ok. 30 tys. m2 mat, które w całości zostały sprzedane za granicę, głównie do USA i krajów Unii Europejskiej. O tym, jak wygląda budowa takiego placu, rozmawiamy z Markiem Jasińskim, właścicielem firmy MARKPOL z Wąbrzeźna. - Na odpowiednio przygotowanym, ukształtowanym terenie rozkłada się maty. Na nie z kolei kładzie się wierzchnią warstwę składającą się ze specjalnie w tym celu przygotowanego piasku wymieszanego ze skrawkami flizeliny. Rodzaj piasku jest szczególnie ważny, ale z doświadczenia już wiemy, że można go przygotować w lokalnych żwirowniach, a nie, jak dotąd, wyłącznie przywieźć z specjalnej kopalni. Flizelina ma za zadanie utrzymywanie odpowiedniej wilgotności; tkanina ta potrafi wchłaniać wilgoć z porannej rosy. jej zastosowanie daje poza tym większą stabilizację podłoża i eliminuje kurz, który powstaje podczas jazdy konnej. Maty stabilizacyjne pełnią kilka ról. Po pierwsze, dają odpowiednią sprężystość, elastyczność podłoża. Po drugie, ich budowa zapewnia z jednej strony przepływ wody z opadów i działa jak drenaż, a z drugiej - jej zatrzymywanie. Maty mają bowiem dziurki, przez które woda z opadów może przepływać w głąb ziemi, a jej nadmiar, którego nie wchłonie grunt, zostanie odprowadzony na zewnątrz placu dzięki specjalnej konstrukcji kanałów znajdujących się w spodniej części maty. Z kolei górna powierzchnia maty ma specjalne zagłębienia w postaci kielichów, które zatrzymują wodę, czy to pochodzącą z opadów, czy też tę, którą polewa się plac. No i ostatnie zadanie mat - nie dopuszczać do tego, aby miejscowy grunt mieszał się z wierzchnią warstwą piasku, po której galopują konie. Chcę nadmienić, że nasze maty były wykorzystane do budowy podłoża placów, na których rozgrywano konkurencje jeździeckie podczas Igrzysk Olimpijskich w Hongkongu w 2008 roku, a więc starannie dobrane surowce oraz technologia produkcji i budowy spełniły bardzo wysokie wymogi i jak widać mają zastosowanie w każdej szerokości geograficznej. Produkujemy również specjalne maty stabilizacyjne do budowy podłoży w halach, boksach stajennych, karuzeli, do jazdy western, do myjek, ciągów komunikacyjnych w stajniach i ośrodkach. - Panuje przekonanie, że na podłoże najlepszy jest piasek kwarcowy, a wy tymczasem proponujecie, co prawda o odpowiedniej jakości, ale zwykły. Dlaczego? - Piasek kwarcowy jest dobry, ale drogi. Bardzo kosztowne jest zwłaszcza jego transportowanie z odległej kopalni do miejsca, gdzie ma być zastosowany. Nasza technologia polega na tym, aby wykorzystywać odpowiedni piasek z miejscowych żwirowni, co znacznie zmniejsza koszty. A przy zastosowaniu mat stabilizacyjnych nasza kompozycja piasku w 100% spełnia swoje zadanie. - Piasek kwarcowy świetnie się spisuje na zawodach, ale na co dzień wcale nie jest taki dobry dla końskich kopyt - mówi przysłuchujący się rozmowie Michał Neuman, znany podkuwacz. - Pod mikroskopem jego ziarenka wyglądają jak kryształki potłuczonego szkła; to z niego się wszak robi szkło. Ten piasek działa jak pumeks. Jeśli na co dzień trenuje na nim koń niepodkuty, to kopyto mocno się ściera i praktycznie nie ma czego werkować. Jeśli zaś podkuty, to podkowy szybciej się zużywają, trzeba przekuwać konie co 4 tygodnie. Ten specjalnie przygotowany piasek pozyskany z lokalnej żwirowni, który jest na placu w ośrodku pana Gilla, nie ma tych "ściernych" właściwości. - Wróćmy jednak do budowy takiego placu. Samo położenie podłoża to chyba nie wszystko, przecież trzeba je jeszcze odpowiednio konserwować. Co w tej kwestii radzicie? - Polecamy pięciofunkcyjny agregat podczepiany do ciągnika rolniczego. Jego zadania to: wzruszanie i napowietrzenie wierzchniej warstwy, wyrównanie jej, polanie rozproszoną mgłą wodną ze zbiornika zainstalowanego na tym agregacie, ubicie walcem ażurowym i wreszcie kolejne nawilżenie wodą z dysz zainstalowanych za walcem. - Ile kosztuje taki agregat? - Ok. 28 tys. zł netto. - A jaki jest koszt położenia takiego podłoża? - Jeżeli nasza rola polega na dostarczeniu mat i flizeliny oraz doradztwie w zakresie technologii budowy, a koszty piasku i robocizny są po stronie zamawiającego, to cena waha się ok. 75 zł/m2 netto. Jeśli zaś ktoś chciałby zamówić taki plac w 100% wykonany przez nas, to koszt 1 m2 będzie wynosić ok. 100 zł netto. I tak dochodzimy do roli drugiej z firm - GILLMET. - W naszym klimacie jeśli się nie ma hali, to od października do marca praktycznie konie nie mogą A więc taki obiekt jak ten, hala w obudowie z impregnowanego drewna, to koszt ok. 300 tys. zł, stajnia - 250 tys. i do tego plac treningowy o wymiarach 24 x 50 m z ogrodzeniem - 140 tys. zł. W sumie za ok. 690 tys. zł możemy postawić cały, kompleksowy ośrodek hipiczny na 20 koni. Możemy też sprzedawać tak zbudowany ośrodek w całości lub w poszczególnych elementach w leasingu albo w preferencyjnym kredycie o bardzo niskiej stopie oprocentowania. Jeśli ktoś ma dużą firmę i chciałby mieć bezpośrednie koszty uzyskania przychodu, to rozłożymy mu raty na pięć lat. Jeśli chodzi o podłoże, mamy też pomysł, aby ewentualnie je wypożyczać. Przykładowo, ktoś chce zrobić zawody w jakimś ciekawym miejscu, np. na Starówce w Warszawie, hali targowej, a nie ma tam "dobrego podłoża". Możemy przyjechać i wykonać je kompleksowo. To musi potrwać około tygodnia. Oczywiście nie będzie to tanie, bo dochodzą koszty transportu i demontażu zbudowanego podłoża, ale jest to możliwe. Wróćmy jednak na plac, do testowanego podłoża. Błażej Gilla martwił się, że umówiony test może się nie odbyć z powodu pogody. Jaka była na początku lipca - wszyscy wiedzą: deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz. Nawet w niedzielę rano nad Starogardem przeszła burza z bardzo dużymi opadami. Wszędzie wokół parkuru stoją kałuże wody. Piasek na placu jest mokry. Czy nie za grząski? O to zapytaliśmy Grzegorza Kubiaka, gdy tylko zsiadł z drugiego konia. - Mieliśmy pecha, a może i szczęście, że przyszła burza, było dużo deszczu, a mimo tego podłoże jest gotowe do skakania. Była więc okazja wypróbować, jak się sprawdzi po dużych opadach. Ono nie ma pod spodem jakiegoś tłucznia, tylko jest warstwa mat stabilizacyjnych i około 8 cm piasku wymieszanego z flizeliną. I ten piasek, nawet rozmoczony, nie ma się gdzie zapadać. I nie zapadał się, nie rozjeżdżał. Podłoże jest sprężynujące, a konie chętnie się odbijały. Słychać było ten charakterystyczny odgłos, gdy konie galopowały. Pozytywnie oceniam to podłoże. Tyle Grzegorz Kubiak. Po nim na trening skokowy pod jego okiem wyjechali Błażej Gilla w towarzystwie amazonki Sylwii Babińskiej jeżdżącej w barwach GILLMET-u. Wrażenia piszącego te słowa były podobne: konie chętnie skakały, podłoże się nie rozjeżdżało i nie zapadało. Podczas ciasnych zakrętów nie było ślisko, a w miejscu odbicia i lądowania koni nawierzchnia pozostawała równa, bez specjalnych zagłębień. A jeśli ktoś nie wierzy, najlepiej przyjechać i zobaczyć samemu. Adres ośrodka: 83-200 Starogard Gdański, Rokocin, ul. Młyńska 12; tel. kontaktowy 0502 059 050. Jeśli zaś ktoś chciałby przyjechać ze swoim koniem, żeby poskakać, zanim podejmie decyzję o zakupie takiego podłoża, także będzie to możliwe po uprzednim umówieniu się z właścicielem ośrodka. Panowie Błażej Gilla z firmy GILLMET i Marek Jasiński z firmy MARKPOL nie zamierzają bowiem sprzedawać kota w worku. google praca hurtownia sprzedaż statystyka
Marek Szewczyk Artykuł pochodzi z czasopisma specjalistycznego Koń Polski 8/2009 r. |
||||||||||||||

Wykonanie witryny NETWIDE










